niedziela, 9 listopada 2014

Prolog

Kolejny mroźny wieczór. Czas na spacer – pomyślałam. Ubrałam płaszcz i wyszłam. Śnieg sięgał do kostek, nie było źle jak na Londyn. Trochę przytłaczająco się czułam. Nie wiem dlaczego. Wszystko wydawało się takie spowolnione. Dzisiaj nie jest mój dobry dzień. Po wykładzie udałam się do akademika, wypiłam herbatę i się tak szybko ściemniło. Ale takie uroki zimy.
Teraz szłam Brook Street w kierunku Hyde Parku. Tam jest miejsce, w którym mogę zawsze odpocząć. To ostoja dla moich myśli.
Gdy znalazłam się na terenie parku, wszystko było przyprószone śniegiem, ławki, drzewa, chodniki, wyglądem przypominało ogród jak z bajki. Ale zima to nie moja ulubiona pora roku. Zima to czas kiedy wszystko zdaje się być proste, ale jest bardziej zagadkowe niż zawsze. Wszędzie śnieg sprawiający, że wszyscy czują święta. Ale czy każdy tak samo wszystko postrzega? Co roku to samo. Ale rutyna sprawia, że czuję się dobrze. Wiem, co mnie czeka. Wiem, jaki będzie kolejny dzień. Bo każdy jest taki sam.
Strzepnęłam rękawiczką biały puch z ławki i usiadłam. To była ławka, na której zawsze siadałam. Znajduje się między drzewami. Tutaj jest  przytulniej, niż tuż przy chodniku.
Naprzeciwko mnie szedł młody chłopak. Był gdzieś w moim wieku. Czarne zmierzwione włosy, ciemne, tajemnicze oczy. Nigdy się nie uśmiechał. Zawsze przychodził sam, tak jak ja i siadał  naprzeciwko. Nie znałam, go, ale wiele o nim słyszałam. Cały Londyn o nim wiedział. Nikt nie zachodził mu za skórę, każdy się jego bał. Ja może, gdzieś w środku też. Ale przecież każdy człowiek ma prawo przychodzić do Hyde parku, więc nie uciekałam, gdy tylko się zjawiał. Znałam go tylko z widzenia i wolę, aby tak zostało. Akcje z napadem z bronią, wyścigi samochodowe, bójki, strzelaniny. Jeśli coś się takiego pojawiło, to cały Londyn wiedział, że to sprawa jego i jego kolesi.
Obserwowałam jego każdy ruch, śledząc wzrokiem jego kolejne kroki. Nagle zamyślony skręcił w moją stronę. Serce zaczęło mi szybciej bić. Usiadł koło mnie na ławce i westchnął. Przesunęłam się na kraniec ławki. Wiedziałam, że się na mnie teraz patrzy, ale udawałam, że tego nie wiedzę.  Oddychał ciężko. Czułam się dziwnie jakbym czuła, że rozmowa z nim to początek kłopotów. Powinnam już iść- pomyślałam. Wyglądał na normalnego, przystojnego mężczyznę, ale miałam pewność, że poznanie jego, będzie jak podawanie dłoni diabłu.

Czasem mamy przeczucie, którym się kierujemy, zawsze idźmy w jego kierunku, ono się nigdy nie myli. A jeśli nie będzie tak jak chciałeś, to znaczy, że ta lekcja będzie Tobie potrzebna. Zawsze słuchaj siebie. Przychodzimy na świat sami, odchodzimy sami, wszystko inne jest opcjonalne.

Szybkim ruchem wstałam, nie patrząc się w stronę chłopaka. Drzewa rzucały cienie na chodniki, na śnieg, a latarnie podtrzymywały całe niebo i rozjaśniały ulice.  Zrobiłam krok do przodu, wtedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Serce waliło mi młotem. Zamarłam. Powoli obróciłam się i spojrzałam na bruneta. Jego oczy były takie głębokie. Jak ciemność, w której są tylko cienie.
- Zaczekaj.
Uniosłam brew i spojrzałam na niego.
- Usiądź.- powiedział.
- Dlaczego mam się posłuchać?
- Nie musisz, ale proszę, usiądź.
Czego chciał ode mnie? Dlaczego był taki miły? Zawsze wszystko i wszędzie załatwiał przemocą, a teraz jak normalny człowiek zapytał… To ni jest dobry znak. Nie u takich ludzi. Ciekawość zapanowała nad moim ciałem, postanowiłam usiąść i posłuchać, tego co chce mi powiedzieć. Nie może mi nic zrobić. Jesteśmy w Hyde Parku, tutaj jest dużo ludzi. Nie ma możliwości porwania. Uświadamiając sobie to, poczułam się trochę bardziej bezpieczna. Ale wciąż siedziałam koło mordercy, dilera, najgorszego mężczyzny w Londynie.
Chwila ciszy. Nie odzywał się. Ja też nie. Spojrzałam na niego. Coraz dłużej siedzieliśmy w milczeniu. W końcu zirytowana powiedziałam:
- Żartujesz sobie ze mnie? Prosisz, żebym usiadła, siadam, chcesz coś powiedzieć, to powiedz!
Cisza. Znów nic nie odpowiedział.

Wstałam i skierowałam się w boczą uliczkę parku. Za mną krążył cień osoby. Teraz wiedziałam kogo. Wiedziałam, że to on idzie za mną. Obróciłam się, aby się upewnić, ale nikogo nie było. W oddali, w przeciwną stronę kroczył czarny cień. Czarny cień mężczyzny, który przed chwilą siedział obok mnie.

Kxx