Kolejny mroźny wieczór. Czas na spacer – pomyślałam. Ubrałam
płaszcz i wyszłam. Śnieg sięgał do kostek, nie było źle jak na Londyn. Trochę
przytłaczająco się czułam. Nie wiem dlaczego. Wszystko wydawało się takie
spowolnione. Dzisiaj nie jest mój dobry dzień. Po wykładzie udałam się do
akademika, wypiłam herbatę i się tak szybko ściemniło. Ale takie uroki zimy.
Teraz szłam Brook Street w kierunku Hyde Parku. Tam jest
miejsce, w którym mogę zawsze odpocząć. To ostoja dla moich myśli.
Gdy znalazłam się na terenie parku, wszystko było przyprószone
śniegiem, ławki, drzewa, chodniki, wyglądem przypominało ogród jak z bajki. Ale
zima to nie moja ulubiona pora roku. Zima to czas kiedy wszystko zdaje się być
proste, ale jest bardziej zagadkowe niż zawsze. Wszędzie śnieg sprawiający, że wszyscy
czują święta. Ale czy każdy tak samo wszystko postrzega? Co roku to samo. Ale
rutyna sprawia, że czuję się dobrze. Wiem, co mnie czeka. Wiem, jaki będzie
kolejny dzień. Bo każdy jest taki sam.
Strzepnęłam rękawiczką biały puch z ławki i usiadłam. To
była ławka, na której zawsze siadałam. Znajduje się między drzewami. Tutaj jest
przytulniej, niż tuż przy chodniku.
Naprzeciwko mnie szedł młody chłopak. Był gdzieś w moim
wieku. Czarne zmierzwione włosy, ciemne, tajemnicze oczy. Nigdy się nie
uśmiechał. Zawsze przychodził sam, tak jak ja i siadał naprzeciwko. Nie znałam, go, ale wiele o nim
słyszałam. Cały Londyn o nim wiedział. Nikt nie zachodził mu za skórę, każdy
się jego bał. Ja może, gdzieś w środku też. Ale przecież każdy człowiek ma
prawo przychodzić do Hyde parku, więc nie uciekałam, gdy tylko się zjawiał. Znałam
go tylko z widzenia i wolę, aby tak zostało. Akcje z napadem z bronią, wyścigi
samochodowe, bójki, strzelaniny. Jeśli coś się takiego pojawiło, to cały Londyn
wiedział, że to sprawa jego i jego kolesi.
Obserwowałam jego każdy ruch, śledząc wzrokiem jego kolejne
kroki. Nagle zamyślony skręcił w moją stronę. Serce zaczęło mi szybciej bić. Usiadł
koło mnie na ławce i westchnął. Przesunęłam się na kraniec ławki. Wiedziałam,
że się na mnie teraz patrzy, ale udawałam, że tego nie wiedzę. Oddychał ciężko. Czułam się dziwnie jakbym
czuła, że rozmowa z nim to początek kłopotów. Powinnam już iść- pomyślałam.
Wyglądał na normalnego, przystojnego mężczyznę, ale miałam pewność, że poznanie
jego, będzie jak podawanie dłoni diabłu.
Czasem mamy
przeczucie, którym się kierujemy, zawsze idźmy w jego kierunku, ono się nigdy
nie myli. A jeśli nie będzie tak jak chciałeś, to znaczy, że ta lekcja będzie
Tobie potrzebna. Zawsze słuchaj siebie. Przychodzimy na świat sami, odchodzimy
sami, wszystko inne jest opcjonalne.
Szybkim ruchem wstałam, nie patrząc się w stronę chłopaka. Drzewa
rzucały cienie na chodniki, na śnieg, a latarnie podtrzymywały całe niebo i
rozjaśniały ulice. Zrobiłam krok do przodu,
wtedy poczułam czyjąś dłoń na ramieniu. Serce waliło mi młotem. Zamarłam.
Powoli obróciłam się i spojrzałam na bruneta. Jego oczy były takie głębokie.
Jak ciemność, w której są tylko cienie.
- Zaczekaj.
Uniosłam brew i spojrzałam na niego.
- Usiądź.- powiedział.
- Dlaczego mam się posłuchać?
- Nie musisz, ale proszę, usiądź.
Czego chciał ode mnie? Dlaczego był taki miły? Zawsze
wszystko i wszędzie załatwiał przemocą, a teraz jak normalny człowiek zapytał…
To ni jest dobry znak. Nie u takich ludzi. Ciekawość zapanowała nad moim
ciałem, postanowiłam usiąść i posłuchać, tego co chce mi powiedzieć. Nie może
mi nic zrobić. Jesteśmy w Hyde Parku, tutaj jest dużo ludzi. Nie ma możliwości
porwania. Uświadamiając sobie to, poczułam się trochę bardziej bezpieczna. Ale
wciąż siedziałam koło mordercy, dilera, najgorszego mężczyzny w Londynie.
Chwila ciszy. Nie odzywał się. Ja też nie. Spojrzałam na
niego. Coraz dłużej siedzieliśmy w milczeniu. W końcu zirytowana powiedziałam:
- Żartujesz sobie ze mnie? Prosisz, żebym usiadła, siadam,
chcesz coś powiedzieć, to powiedz!
Cisza. Znów nic nie odpowiedział.
Wstałam i skierowałam się w boczą uliczkę parku. Za mną
krążył cień osoby. Teraz wiedziałam kogo. Wiedziałam, że to on idzie za mną.
Obróciłam się, aby się upewnić, ale nikogo nie było. W oddali, w przeciwną
stronę kroczył czarny cień. Czarny cień mężczyzny, który przed chwilą siedział
obok mnie.
Kxx